sobota, 22 września 2012
Szaleńczy szał.
Zadziwiające, jak umysł kobiety, która kocha, potrafi pracować w sytuacjach kryzysowych. Jesteś daleko, nabieram różnych podejrzeń. Nie mówię nic, bo przecież nie jestem zazdrosna. Głowa huczy mi od myśli, wylewających się uszami. Powoli skradają się przenikając przez przegrodę nosową. Czuję ich chropowatość w gardle, co ułatwia mi milczenie. Nie mogę powiedzieć nic. Stoję i nie mogę się ruszyć, a jednocześnie mam ochotę zemdleć. Idę do łazienki i płuczę usta do granic możliwości. Do szaleństa. Hektolirty wody przelewają się przez mnie. Czuję, że to mało. Woda utleniona. Tak. Fuj, obrzydza mnie myśl, że kiedykolwiek moje usta dotykały Twoich, a teraz…
Głupia, przecież nie masz pewności. Tak, łączy Ci się kilka faktów, damskie głosy tle, ciężki oddech. Ale masz na to tak wiele silnych argumentów. Chce się z Tobą ożenić. Mało?
Jesteś przy obu skrajnościach i tracisz równowagę. Kiepska z Ciebie baletnica, za chwilę upadniesz, game over.
czwartek, 13 września 2012
Cytryna, czosnek, miód, malina.
Moje stopy przeszły kilka kroków, a już zdążyły zmarznąć. Wykładzina, która w zamkniętym pomieszczeniu o tej porze roku powinna być ciepła, wcale się o to nie stara. Wysilone mięśnie drżą lekko po zmęczeniu ostatnich dni, a kwas mlekowy zawarty mam w całym ciele. Doznaję świadomości mięśni, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Żuchwa jak zwykle zaciska mi się ze złości. Czuję rytm kołujący w głowie. Rytm wpisywanych liter, huk K i wrzask S. Chciałabym odpocząć. Ciężka od kataru głowa opada mimowolnie na klawiaturę. Zużywam chusteczkę za chusteczką w obawie o ich stale w krytycznym tempie zmniejszającą się ilość. Jeszcze kilka godzin i umieszczę się w swoim łóżku. Mam ochotę krzyczeć, a z mojego gardła wydobywa się cichy pisk szlachtowanego w piwnicy szczeniaka. Czuję ten ból w swoim gardle, grzejący niemiłosiernie moje ciało do temperatury sporo wyższej niż ustalona przez biologów 36,6 norma.
Siorbam nosem, kaszlę, kicham, do napisania.
czwartek, 30 sierpnia 2012
Stęskniony chłód za kochanym ciepłem.
Jestem uzależniona. Chwile emocjonalnego ciepła uzależniają szybko w mroźnym świecie codzienności. Osobowościowy chłód rozpościera się we mnie, kiedy tylko substancja energoczynna zaciera się mleczną mgłą w moim ja. Od moich palców, przez delikatne dłonie wkrada się chłód, którego wciąż się bojąc płaczę. Łzy zamarzając mi na policzkach czynią liczne szramy, które goją się tygodniami. Często rozrywane, przez kolejny płacz może już nie mają szans na zatarcie. Zapadam się, zamarzając. Niknę w pochłaniającej mnie mgle, wciąż szukając blasku księżyca. Nie dogonię ciepła, to nie w moich siłach. Powoli zamarzam trzęsąc się na jesiennym, nocnym betonie.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Endorfinowy szał.
Czuję jak wszystko we mnie buzuje. Głowa pulsuje bólem niekojącym. Pikawa ledwo nadąża za tępem narzuconym. Kolana zmiękły. Oszalałam na punkcie angielskiego. Szaleństwo owo jest dwuletnie, podpisane zobowiązaniem. Pilna uczennica dostanie piękny certyfikat. Godzinne rozmowy telefoniczne są szansą na dalsze życie. Czego to człowiek nie wymyśli.
piątek, 24 sierpnia 2012
Popędzana jesienią.
Czuję nadchodzący wrzesień w mniej błyszczących włosach, słabszych słońca promieniach i częstszych łzach w moich oczach. To będzie rok siły. Zaprawdę powaidam wam. Rok przezwyciężeń i upadków. Rok, kiedy poduszka nie będzie wysychała od moich łez. Jestem wszechogarniającą pesymistką wpatrzoną ślepo w jedną ramkę ze zdjęciem. Odliczam dni, nie wyrywając kartek z kalendarza, lecz tylko się budząc. Jeszcze chwila i włączy mi się całkowity minutnik. Chodząc, będę ogłaszać światu, że nie zostało nam już nic. Czarna dziura mojego samopoczucie wsysa mnie i wykręca ze mnie ostatnie drobiny szczęścia. Kocham, jedynie to mi pozostało. Umieram kochając, milczeniem szlochając, upadam płacząc, dygocące ciało.
http://www.youtube.com/watch?v=BVZBVhjWmbI&feature=relmfu
piątek, 17 sierpnia 2012
W potrzasku własnej osobowości.
Miałam nie jechać. Tak wyszło, nie ogarnęłam motywu wcześniej. Od dwóch dni nie daje mym oczom odpoczynku od soli. Po wypłakaniu całego Atlantyka dowiaduję się, że mam szansę. Jest całkiem dorosła, ta moja szansa, i całkiem bliska zrealizowaniu. I tu właśnie pojawia się mój problem. Zawodnik w lewym narożniku to świetnie zbudowany, trenujący przez lata z samymi sukcesami, przez co z wielkimi szansami gracz. Wygrał mistrzostwa świata w październiku 2010 i od tamtej pory dumnie stoi na pierwszej pozycji niepokonany. Przed Wami wielki, niepokonany, mocarny i wciąż najważnieszy mistrz świata Hoooonoooor. W drugim narożniku mamy jeszcze nikomu nieznanego napastnika. Występuje dziś po raz pierwszy, ale dobrze zwiastuje. Budowa ciała pokazuje na wiele prób walki, jednak blizn po nich jeszcze nie ma. Albo jest tak dobry, albo kończył przed czasem. Dość tego złego. Poznajcie piękną, silną, zmysłowo zbudowaną Szczęścieeee. Obaj napastnicy pokrzykują, dodając sobie otuchy do walki. Wychodzą przed siebie, witają się. Pierwszy dzwonek pierwszej rundy. Ta walka będzie niesamowita!
Kilka dni nienawiści.
Po tytule wpisu pewnie każde z was jakże licznie tu zaglądających zapewne stwierdzi: e, znowu ma okres. Toteż powiadam wam : nie. Mam nadzieję, że wasze zdziwienie nie zdziwiło się za bardzo, bo szoku ciąg dalszy wkrótce nastąpi. Chłopak ją zostawił? Otóż nie. Nie do końca. Wyjeżdża na kilka dni, a ja nie mogę z nim pojechać z takiego tylko względu, że nie dotrzymałam obietnicy pieniądzodajnemu deszczowi i nie rzucałam regularnie na tacę w kościele. Efekty są takie, że nie jadę, bo nie mam za co. Pluję sobie w brodę, że nie ruszyłam się do jakiejś roboty wcześniej. Nikt zapewne nie chciałby przyjąć delikatnej dziewczyny ani do mycia podłogi, ani do malowania płotu. Na hostessę może miałabym szanse się załapać, bo niczego mi nie brakuje, jak sądzę nie tylko ja, ale również masa śliniących się na mój widok obleśnych facetów. Tylko, że akurat nie było żadnych ogłoszeń. Czyli jak wiadomo : Polskie bezrobocie wschodu. I za to będzie ta nienawiść. Nie radzę nikomu wchodzić mi w drogę. Delikatna napisałam? Nie w tym stanie. Agresja eruptuje we mnie masą gorących słów i czynów.
Piszę o niczym. Chyba powinnam przestać.
niedziela, 12 sierpnia 2012
Wypalę ci oko.
Stałam ze znajomymi na jednej z wielu miejskich ulic. Słońce świeciło przyjemnie, kiedy dostrzegłam zataczającego się starca. Szedł w moim kierunku, a jego beżowa marynarka przelatywała mi gdzieniegdzie kratką przed oczami. Nie zwróciłam na niego większej uwagi, bo niczym się nie wyróżniał. Ale on zwrócił moją, upadając na twardość chodnika, gdy tylko mnie minął. Pierwszym odruchem poderwałam się na nogi i pospieszyłam z pomocą. Krzyknęłam do koleżanki, ponieważ nie miałam nic, co mogłoby wsiąknąć krew i limfę, które lały się z ucha. Chciałam sprawdzić, czy starzec jest przytomny. Rozchyliłam mu oko, doznając tak wielkiego szoku i obrzydzenia na widok wypalonego mięsa, że miałam ochotę zwrócić wszystko, co jadłam przez rok. No nic, chciałam sprawdzić drugie. Odwróciłam lekko głowę i zaskoczona ponownym wypalonym okiem oraz wypalonymi dziurkami w nosie uciekłam z krzykiem. Okazało się, że mężczyzna od chwili już nie żył. Pytanie nasuwa się jedno: jak szedł i trzymał się na nogach?
Otworzyłam oczy i spojrzałam delikatnie w lewo. To uczucie, kiedy budzisz się, a obok Ciebie lezy starszy mężczyzna z wypalonymi oczami i dziurkami w nosie, z jego uszu sączy się krew z limfą. Porządnie szarpnęłam łóżkiem, omal przeraźliwie nie krzycząc. Spojrzałam jeszcze raz.
Poduszka.
Sen pierwszy.
sobota, 11 sierpnia 2012
Ssanie.
Dobra, dobra, dobra. Wiem.
Jakie mam usprawiedliwienie? Świat ssie. Wessał mnie w wir swoich wydarzeń tak mocno, że latając obok szaf pełnych ubrań, masy książek i trzygłowej krowy nie byłam w stanie wydostać się z tego świata. Przeskakiwałam to wszystko jak ten głupi ludek z ajsitałera, któremu czapka tak spadła na oczy, że mu całkowicie odwaliło i zamiast wyjść jak człowiek drzwiami skacze po bloczkach. No, do tego mojego skakania doszły jeszcze głowy zawroty w stopniu hard i...
No dobra, nie miałam czasu , ok?
niedziela, 29 stycznia 2012
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


