"Dałem ci wiarę, dałem ci spokój,
Dałem gitarę, dałem samochód
I dach nad głową, a do sypialni wszedłeś sam."
niedziela, 7 kwietnia 2013
Czarny wirus.
Każdy, kto choć przez chwilę pobył na tym świecie wie, że są ludzie i "ludzie". I kiedy z pierwszą grupą komunikacja międzyludzka nie sprawia Ci większego problemu, nie mówię tu o dobrych relacjach, bo grupę tą prezentuje ogromna liczba ludzi, których istnienie tolerujesz lub jest Ci ono zupełnie obojętne, grupa druga mimowolnie działa Ci na nerwy. I grupa ta jest znaczniej ściślejsza. Jej małość prezentują istoty, które nie wyglądem i nie pierwszym wrażeniem mogłyby się klasyfikować do "ludzi", ale swym istnieniem samoistnie do tej grupy wędrują. I tworzysz w swej głowie miejsce, taką ciemną stronę, a wręcz czarną listę. I samo brzmienie nazwiska wprawia Cię w stan poddenerwowania. Widok twarzy powoduje nerwowe tiki i symptomy zespołu tareta, gdy mimowolnie wyrywa Ci się niezbyt cenzuralne słowo. Ale obecność takiej czarnej istoty w pobliżu wręcz wierci Ci dziurę w brzuchu. Dostajesz ataków wścieklizny, widocznych lub nie, to też zależy od Twojej osobowości. I Twój mózg krzyczy i wiszczy, alarmując o bliskości tego wirusa. A wirus jak gdyby nigdy nic uważa Cię za powiernika swych idiotycznych myśli i wszczepia w Tobie jeszcze większą irytację, niż możesz sobie wyobrazić. Żywi się Twoją żółcią, na rachunek portfela z Twojej torebki i światła z Twojej lodówki. I w końcu nie wytrzymujesz. Rozwścieczony byk w Tobie rozmiata piasek kopytem, z uszu dosłownie Ci paruje. I wtedy, gdy już nie jesteś w stanie zapanować nad pogardliwym grymasem Twojej twarzy, czarny wirus zmienia się w miodem cieknącą watę cukrową i mówi Ci, jaki to jesteś wspaniały i wrazliwy i całą inną masę bzdur, by móc dalej Cię wkurzać. A Ty wzruszasz ramionami i mówisz sobie "przecież do kogo ona pójdzie, kto jej tak doradzi, jak nie ja". I wtedy już jesteś zgubiony. Koniec. W końcu wirus wyjada Ci żarcie z miski i używa wszystkiego Twego, jak swego. Odetnij to już teraz, bo z każdm dniem może być gorzej.
"Dałem ci wiarę, dałem ci spokój,
Dałem gitarę, dałem samochód
I dach nad głową, a do sypialni wszedłeś sam."
"Dałem ci wiarę, dałem ci spokój,
Dałem gitarę, dałem samochód
I dach nad głową, a do sypialni wszedłeś sam."
środa, 3 kwietnia 2013
Zabijanie życia.
Różne rzeczy są modne. Moda jest modna. Moda jest kobietą, jest bardzo zmienna i kapryśna. Wybredna. Moda jest kobietą, kobieta modna jest modą, kobieta niemodna nie jest kobietą. Społeczeństwo wyrobiło sobie zdanie. Społeczeństwo, które zawsze jakimś cudem odróżnia dobro od zła, czarne od białego. Społeczeństwo, które same w sobie jest zbyt zawikłane, by kreować życie. I kierować nim. Ale, do rzeczy. O czym mówię? O modzie. Co jest modne? Kwiaty, ćwieki, kosmos, koty. A no i oczywiście zabijanie dzieci. Tych już narodzonych, ale najlepiej jak najmłodszych. Im młodszy trup, tym modniejszy. Im gorszy sposób zabicia, tym lepiej. Tylko ja to zauważam? Włącz wiadomości, posłuchaj. Matka zabiła dziecko, wyrzuciła na śmietnik w plastikowym worku. Matka zabiła dziecko, zakopała pod gruzami pobliskiego domu. Matka zabiła dziecko, wyrzuciła w lesie. Katarzyna W, wprowadziła nową modę. Wejdź w wyszukiwarkę, znajdź zabite dzieci. Dasz radę przeczytać o wszystkich przypadkach jednego wieczoru? Jesteś zszokowany. Bo przecież dziewięć miesięcy po sercem serce biło. I po dziewięciu miesiącach serce serce zabiło, wyrzuciło. Uczucia? Czy ktoś je teraz jeszcze posiada? Chyba nie są modne. Liczą się przyjemności. A bez pieniędzy o nie trudno. Kolejne dziecko= mniej pieniędzy. Logiczne. Wszystko się układa. Mode w ruch, więcej pieniędzy, modniejszy ciuch.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)