niedziela, 12 sierpnia 2012
Wypalę ci oko.
Stałam ze znajomymi na jednej z wielu miejskich ulic. Słońce świeciło przyjemnie, kiedy dostrzegłam zataczającego się starca. Szedł w moim kierunku, a jego beżowa marynarka przelatywała mi gdzieniegdzie kratką przed oczami. Nie zwróciłam na niego większej uwagi, bo niczym się nie wyróżniał. Ale on zwrócił moją, upadając na twardość chodnika, gdy tylko mnie minął. Pierwszym odruchem poderwałam się na nogi i pospieszyłam z pomocą. Krzyknęłam do koleżanki, ponieważ nie miałam nic, co mogłoby wsiąknąć krew i limfę, które lały się z ucha. Chciałam sprawdzić, czy starzec jest przytomny. Rozchyliłam mu oko, doznając tak wielkiego szoku i obrzydzenia na widok wypalonego mięsa, że miałam ochotę zwrócić wszystko, co jadłam przez rok. No nic, chciałam sprawdzić drugie. Odwróciłam lekko głowę i zaskoczona ponownym wypalonym okiem oraz wypalonymi dziurkami w nosie uciekłam z krzykiem. Okazało się, że mężczyzna od chwili już nie żył. Pytanie nasuwa się jedno: jak szedł i trzymał się na nogach?
Otworzyłam oczy i spojrzałam delikatnie w lewo. To uczucie, kiedy budzisz się, a obok Ciebie lezy starszy mężczyzna z wypalonymi oczami i dziurkami w nosie, z jego uszu sączy się krew z limfą. Porządnie szarpnęłam łóżkiem, omal przeraźliwie nie krzycząc. Spojrzałam jeszcze raz.
Poduszka.
Sen pierwszy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz